Promocje

Polski dyskont – opowiadanie z przymrużeniem oka

logotyp zakupersi

DYSKUSJA

To co wydarzyło się w supermarkecie – zostaje w supermarkecie. Bitwa o karpie, walka o klapki Kubota i tanią szynkę. Dziś pod lupą świątynia konsumpcjonizmu z perspektywy przeciętnego klienta.

regalyreklamowe

Jeśli ktoś chciałby opisać Polskę jako społeczeństwo, wystarczy obrać na celownik jakiś osiedlowy sklep, a z grupy badawczej uczynić obecnych w nim klientów. Bo czy ktoś ma w portfelu 1000 złotych czy złotówkę, czy wieczorami chadza do opery, czy zaczytuje się w superaku. To jedno nas wszystkich łączy – miłość do wszelakiej maści dyskontów.

Stan umysłu, od zawsze lubię to powtarzać. Ale nawet tutaj w sklepie lubimy toczyć ze sobą wojenki. Nakręcani przez korpo wojny mimowolnie bierzemy w nich udział. Który sklep lepszy, gdzie lepsza promka, gdzie grissini lepiej smakuje, a gdzie owsianka dla mężczyzn ma stewię zamiast cukru. Wyścigi promocji to nasze zawody. Aplikacje, rabaty, bonusy. Dzisiaj możesz pojechać nawet na wakacje z dyskontem. A w Ruchu opłacisz rachunki, odbierzesz paczkę pocztową i przy okazji kupisz tanią ćwiartkę bo przecież po to ta wesoła żaba istnieje. Ciekawe czy ktoś kiedyś robił badania pokazujące jak te małe sklepiki przyczyniły się do pogłębiania naszego wesołego ojczystego alkoholizmu.

Po szynkę to tylko do „kerfa”, bo jednak mięska to mają tam lepsze. W „lidlasie” unikam parówek, ale tydzień włoski lubię. A do „stonki” chodzę po dobre wina za 15 złotych i tortillę pszeniczną. I się tym jaram. Upajam się tą swoją znajomością dyskontowych realiów. Niczym mistrz gry znający swoje ukochane uniwersum na wylot.

Jak ostatnio rzucili klapki Kubota za 2 dyszki to od razu wziąłem pieluchy. Bo tak byłem zesrany ze szczęścia. Klapkami! Albo lampkami solarnymi. Albo robotem kuchennym, tosterem, kredkami co świecą w ciemnościach, półeczkami łazienkowymi na przyssawki, lampkami całorocznymi na balkon, skarpetkami z Kapitanem Ameryką, szlifierką z zapasowymi tarczami. I tak co tydzień odkrywam niby potrzebną do życia rzecz. Jak zombie tracę życie patrząc na te wszystkie oczojebne promocje i okazje. Tylko dziś, tylko teraz. Procenty ucięte jak napletek konsumpcjonizmu. I kupuje. I kupuje, kupuje.

promocja farby do włosów

wielkie promocje w tesco

Siatka to część mojego ciała. Prawie sypiam z siatkami. Zbieram te plastiki, a potem gromadzę pod zlewem zwinięte. Jedna w drugą. Nie wiedząc w sumie po co. Ale tak robili moi rodzice, więc ja też tak robię. Jakby zapytać mnie o moje największe dokonania, to będzie właśnie ta kolekcja siatek pod zlewem. I gumek recepturek, które delikatnie zdejmuję z włoszczyzny.

Pamiętam jak kiedyś powiedzieli, że żarówki od teraz będą tylko ledowe. Choć miałem lata by się na to przygotować, to już tego samego dnia pojechałem do „wróbelka” i kopiłem 2 kartony żarówek. Byłem największym potentatem żarówek na osiedlu. Jeżeli nie na dzielnicy. Mogłem świecić w mieszkaniu przez 300 lat non stop. Tak sobie to wyliczyłem.

I cała ta radość płynęła właśnie z dyskontów i marketów. Kto powiedział, że szczęścia nie można kupić. Ależ można. Tyle że zawsze jest to dwu pack. W gratisie dostajesz jeszcze popie%$#olenie.

Jacyś ludzie nazwali swoje dziecko na cześć nazwy jednego z dyskontów. Głupcy. Ja bym nazwał swoje dziecko Promocja. Po prostu Promocja Kowalska. Albo Okazja – dla dziewczynki nawet ładnie. Zdrobnienie „Promka” – super! Dla chłopca nie mam nic dobrego, ale wymyślę.

Dyskonty lubię jeszcze za jedno. Nie muszę nic kupować, a i tak mam cyrk w cenie biletu. Bo to albo ludzie się kłócą o zmacany chlebek, a to ktoś komuś ostatnią parę śpioszków zwinął spod nosa. Albo toczenie piany o błędną cenę na produkcie, bo była o 2 grosze wyższa. Ktoś się spruje, że kasy zamknięte i głośno o tym powie. Ktoś inny odpowie temu pierwszemu, żeby ten się uspokoił bo przecież kasjer to też człowiek.

Tu akurat nie mają racji. W dyskoncie nikt nie jest człowiekiem. A przynajmniej nie wtedy, gdy rzucą na promkę torby i portfele od tej niemiecko brzmiącej firmy, która przecież jest polska. No i właśnie wtedy przy tych portfelach ludziom puszczają hamulce.

Podobna dehumanizacja jednostek była w nowożytnej historii tylko 2 razy: podczas II wojny światowej i kiedy na halę wjeżdżają akwaria z żywym karpiem na święta. Jakby do tego dawali łuki i dzidy to ludzie pewnie wrócili by do budowania osad. Że to jeszcze nikt dyskontu nie nazwał biskupim. Przecież to się aż prosi.

Kolejny udany dzień za mną. Kiełbaski cielęce dostałem. Bardzo się z tego cieszę. Co prawda 80% mięsa to kurczak, a ale te 3% cielęciny jestem w stanie wyczuć. Lata praktyki jedzenia takiego ścierwa. Jestem koneserem przetworzonej żywności. Winko portugalskie też kupione. Będę delektował się razem z deską serów niemieckich. Bo przecież się na tym bardzo dobrze znam. Do tego wszystkiego posłucham w domu winyla. Ostatnia sztuka była, aż musiałem się bić o nią z jakimś dziadkiem. Ale warto było. O Trubadurów na winylu w dzisiejszych czasach ciężko.

Powyższy tekst to transkrypcja filmu „Cebulak w supermarkecie” z kanału „Piątek”. Film w oryginale możecie obejrzeć w serwisie YouTube.

darmowe próbki bebilon dla dzieci

info

Skorzystałeś z promocji? Polub nasz profil na lub skomentuj!

Jaka jest Twoja reakcja?

Super
0
Lubię to
0
Kocham
0
Zmieszany
0
Wrr
0
Piotr Kowalski
Jest poszukiwaczem prawdy. Spaceruje tam i z powrotem i poszukuje prawdziwej prawdy. Zadaję pytania. Robi to co lubi i jest wolnym człowiekiem.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Może ci się też spodobać

Więcej w:Promocje